wtorek, 30 sierpnia 2016

Dziecko w restauracji czyli armagedon!



Kiedy w weekendy siadamy w domu do wspólnego posiłku Dzieci siedzą z nami przy stole dopóki wszyscy nie zjedzą. Wtedy dopiero wstajemy od stołu. Staramy się wszystko wcześniej przygotować i postawić na stole, żeby nie było potrzeby wstawania i donoszenia: przyprawy, woda, keczup, musztarda, słoiki z konserwowanymi warzywami, itd. Może jestem dziwny ale jest to dla mnie ważne i zwracam dużą uwagę na wspólne posiłki.




Bardzo podobnie jest kiedy idziemy coś zjeść na mieście. Choć tutaj trzeba jasno rozdzielić dwa typy restauracji:

Restauracja Rodzinna: tzn taka gdzie jest menu dla Dzieci, jest kącik zabaw, jakieś rysowanki, czasem huśtawki. Tam jest gwarno, głośno, często słychać płacz Dzieci, czyli generalnie armagedon i środek antykoncepcyjny dla bezdzietnych w jednym. Chodzimy czasem w takie miejsca ale nawet wówczas nie pozwalamy Dzieciom na pełną dowolność. Dla ich bezpieczeństwa!!
Pani kelnerka na pewno jest świetna w swoim fachu, ale biegający przed Jej nogami Dzieciak w połączeniu z gorącą zupą, którą właśnie niesie nie jest najlepszym połączeniem!!
Nigdy nie biegaliśmy z jedzeniem na widelcu po restauracji - jedzenie jest przy stole.
Pracownicy restauracji nie są opiekunkami do Dzieci czy przedszkolankami - to nadal TY zajmujesz się Dzieckiem rodzicu!
Zamówione dania były z Dzieckiem (od pewnego wieku oczywiście) konsultowane. Teraz sami wybierają na co mają ochotę - większe szanse, że zjedzą to na co maja akurat ochotę.
To, że restauracja jest nastawiona na rodzinny z pociechami nie oznacza, że Dziecko może siedzieć przy stole i ryczeć przez 15 minut - bo się wypłacze i przestanie.

To tylko kilka z zasad, które stosujemy. I nie ma znaczenia zasada "płacę to wymagam" - nie! To nadal jest restauracja i pewne zasady zachowania obowiązują zarówno Dziecko jak i Ciebie.


Drugim typem jest zwykła restauracja, gdzie nie ma kącika zabaw, menu dla Dzieci, a w najlepszym wypadku znajdzie się wysokie krzesełko. Tam też chodzimy z Dziećmi ale mają wówczas znacznie mniej swobody. Obowiązują wówczas te same zasady co w restauracji rodzinnej  z tym, że dochodzi kilka innych:
Dzieci siedzą przy stole w trakcie całego posiłku - wstają tylko do toalety.
Żadne z nich się nie wydziera, nie kladzie się na krześle czy na stole.
To moja broszka, żeby tego dopilnować. Ja muszę ogarnąć Dzieciaki, żeby nie przeszkadzały innym.
Nie przeszkadza nam para siedząca przy stoliku obok i wpatrująca się sobie na wzajem w oczy. To dlaczego moje Dzieci miałyby im przeszkadzać biegając po restauracji i zachowując się głośno? Oni specjalnie wybrali taką restaurację a nie restauracje rodzinną... trochę empatii!!

A co jeśli nasze Dzieci miały kiepski dzień i ich zachowanie dalekie było od ideału? Trudne pytanie... guess what!! Nie szliśmy do restauracji. Odpuszczaliśmy sobie. Nikt nie powiedział, że musimy iść do restauracji na siłę. Jak się nie da bo Dziecko jest zmęczone, płacze, nie może zasnąć to wracamy do domu i zamawiamy coś na wynos. Nie uszczęśliwiamy naszym "szczęściem" całego lokalu; nawet rodzinnego.

Poniżej 2 artykuły, które warto przeczytać i zastanowić się na chłodno. Czy JA wychowałem już odpowiednio swoje Dzieci, że potrafią zachować się odpowiednio w restauracji?