piątek, 27 kwietnia 2018

Co zabrać na spływ kajakowy? - subiektywny poradnik cz.2 - Kuchnia


Kolejnym ważnym elementem niezbędnym na spływie jest kuchnia. W naszym przypadku sytuacja komplikuje się o tyle, że początkowo gotowaliśmy wspólnie. Po 2 wyjazdach zapadła decyzja, że jednak każdy z Ojców gotuje sam. Postaram się opisać wady i zalety obu rozwiązań.

Zacznijmy od wersji wspólnego gotowania. Początkowo używaliśmy standardowego rozwiązania biwakowego, czyli butla z gazem 2 lub 3 kilowa i do tego 2 palnikowa kuchenka nakręcana na butlę. Do zagotowania wody/mleka na śniadanie, wody do zupek chińskich, makaronu/ryżu na obiad i wody na herbatę wieczorem wystarczało. 4 dni mieliśmy spokój. Zagotowanie kilku litrów wody trwało niestety w nieskończoność! Dlatego na kolejny spływ postanowiliśmy wspólnymi siłami zakupić taboret gazowy.


Ma dużo większą moc i jest nieporównywalnie stabilniejszy. Sprawdzał się świetnie. Jeden minus to objętość - do kajaka tego nie zapakujecie, bo taboret się nie składa. Jest to ciekawa opcja, jeśli tak jak my macie do dyspozycji samochody i zarówno waga, jak i gabaryty nie są dla Was priorytetem.
Już wtedy część osób zakupiła sobie małe przenośne kuchenki na naboje gazowe (podobne do dezodorantów). 



Zazwyczaj mają w zestawie walizeczkę, która idealnie nadaje się do osłonięcia przed wiatrem. Zauważyliśmy, że dużo szybciej ogarniamy posiłki, jeśli każdy gotuje we własnym zakresie. Szybciej gotuje się na 10 kuchenkach po 1 L niż na 1 kuchence 10 L. 
Niestety zdarzało się, że zabrakło dla kogoś porcji jedzenia - nikt z nas nie miał doświadczenia w gotowaniu dla 50 osób. Zapadła więc decyzja, że na kolejnym spływie każdy gotuje we własnym zakresie to, co lubi. Uważam, że jest to najlepsze rozwiązanie! Odeszło mi przy tym sporo planowania posiłków, robienia zakupów itp.

Jadąc na spływ Pilicą zabrałem ze sobą do testów bardzo ciekawe rozwiązanie: BioLite CampStove 2 wraz z grillem i dedykowanym garnkiem.


Rozwiązanie jest o tyle ciekawe, że nie potrzeba zabierać ze sobą paliwa. Pali się w tym szyszkami lub patykami. Dodatkowo ciepło generowane podczas spalania wytwarza energię, którą można wykorzystać do ładowania telefonów, kamer sportowych, aparatów, latarek, powerbanków - cokolwiek co można ładować przez USB!! Jak dla mnie rozwiązanie genialne!! Dodatkowy grill i garnek załatwiają praktycznie cały problem gotowania. W tym roku prawdopodobnie to będzie moim głównym elementem w kuchni polowej. 
Elementy takie jak drewniana łyżka czy jakieś szczypce do grilla są miłym dodatkiem, aczkolwiek niekoniecznym.


Dobra, gotowanie mamy omówione czas to zjeść. W moim przypadku padło na MealKit 2.0 firmy Light My Fire. Zestaw zawiera głęboki i płytki talerz, deseczkę do krojenia z otworami do odcedzania, składany kubek, 2 pojemniki na jedzenie i Spork - czyli połączenie łyżki, noża i widelca w jednym. Cały zestaw można dość poręcznie spakować, dzięki czemu oszczędzamy miejsce. Jestem z tego zestawu bardzo zadowolony, choć znalazłem kilka minusów:
  • Deseczka jest wykonana z dosyć miękkiego tworzywa, przez co już po pierwszym krojeniu zostało sporo głębokich bruzd. Tak, wiem! To jest deska do krojenia i bruzdy czy nacięcia będą. Ok, ale mam w domu deskę z tworzywa i jest dużo bardziej odporna.
  • Stosunkowo mały kubek - "tylko" 260 ml - ja tam lubię rano wypić spory kubek herbaty czy kawy.
  • Ciężko zmyć z talerzy tłuszcz.
  • Po spakowaniu zajmuje bardzo mało miejsca.
  • Jest bardzo lekkie.
  • Występuje w wielu kolorach, więc każdy członek rodziny może mieć swój kolor.
Ponieważ kubek z Light My Fire jest niewielki, postanowiłem zakupić najzwyklejszy kubek ze stali nierdzewnej z uszkiem. Zwróćcie tylko uwagę na jakość. Jest sporo bardzo tanich wersji strasznie słabo wykonanych w cenie 2-3 złote, tych nie polecam, ucho lubi odpaść. Już za 9-10 zł można znaleźć naprawdę porządne kubki.

Przydaje się również drewniana łyżka czy niewielka deska do krojenia. 

Jako pojemniki na przyprawy całkiem nieźle nadają się słoiczki po owockach dla Dzieci, choć udało mi się kilka razy kupić Nutellę lub jakiś dżem w jeszcze mniejszych słoiczkach. Na kilkudniowy wypad nadają się idealnie.


Jeśli ktoś jednak woli bardziej gadżeciarskie rozwiązanie to polecam Light My Fire Salt&Peper Plus. Niestety ma tylko 3 komory, więc można zabrać sól, pieprz i jedną dowolną przyprawę. No chyba, że zakupicie kilka takich pojemników.